Środek nocy.
Ledwo widzimy z Panem Mężem na oczy. L. nie zasypia, nie zasypia, nie zasypia... Za to śmieje się i śmieje.
W końcu, w desperacji, jęczę do małego:
- Synu, zaśnij wreszcie, proszę!
Syn usmiecha się radośnie i tako rzecze:
- Poje-ba-ba!
No. Także tego.
Dla dociekliwych: zasnął po godzinie od zszokowania matki i ojca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz